Dzisiaj jest: wtorek 18.06.2019 | Imieniny:

Trzy sekundy zmieniły całe życie

autor: Maria Zboralska

Kiedy Maria Vallejo-Nágera skończyła 35 lat, miała wszystko, czego pragnęła: szczęśliwe życie rodzinne, urodę modelki oraz sławę powieściopisarki. Nie wiedziała jednak, że najważniejsze spotkanie jest jeszcze przed nią...

Mecz najważniejszy

Maria Vallejo-Nágera przyszła na świat w 1964 roku w Madrycie. Pochodzi z katolickiej rodziny, w której chrzczono dzieci i zwykło się chodzić w niedzielę na Eucharystię. W jej rodzinnym domu uważano jednak, że nie należy przesadzać z  religijnością: na Msze św. z reguły się spóźniano, różaniec traktowano jak rekwizyt z epoki średniowiecza, a księży za dziwolągów żyjących w celibacie. Nic więc dziwnego, że Maria ze swojej Pierwszej Komunii Świętej zapamiętała tylko  dziecięce przyjęcie w gronie przyjaciółek, piękne prezenty oraz pyszne ciasta. A także fakt, że jej ojciec nie zjawił się wówczas w kościele, bo wolał w tym czasie obejrzeć mecz piłki nożnej…      

Kolejne lata dziewczyny nie przyniosły w tym względzie rewolucji. Stało się to, co zwykle się dzieje, kiedy Boga stopniowo wyprasza się z życia. Letniość wiary przerodziła się najpierw w obojętność na sprawy Boże, a potem w  chlubienie się z tego, że nie ulega się „zabobonom”. Ostatnim – jak się wówczas Marii wydawało – przesądem, któremu się poddała, był ślub kościelny. Potem wszystko w jej życiu miało się potoczyć tak, jak rozum każe: żadnych mglistych i  zagadkowych postaci Jezusa i Jego Matki, żadnej religii, żadnych księży i zakonnic. Można powiedzieć, że prawie udało się jej tak żyć. Do czasu jednak… 

Intrygujące zaproszenie

Preludium do przełomu nastąpiło parę lat później i miało miejsce w londyńskiej restauracji w pewien listopadowy dzień 1999 roku. Maria, będąca już wówczas matką trójki dzieci i sławną powieściopisarką mieszkającą w Wielkiej Brytanii,  przyszła tu na spotkanie z dwiema przyjaciółkami. To one, dzwoniąc do niej wcześniej z zaproszeniem na obiad, podekscytowanymi głosami mówiły: „Jest coś ważnego i nadprzyrodzonego, czym chcemy się z tobą podzielić… To fascynująca sprawa, związana z katolicyzmem”. Maria nie czuła przynależności do wiary, a do tego nie miała najmniejszej ochoty ruszać się z domu w tak wietrzny i deszczowy dzień, jednak jej ciekawość ostatecznie wzięła górę. Włożyła więc kalosze, założyła  płaszcz i z parasolem w ręku opuściła ciepłe mieszkanie.

Czekam tu na ciebie

W restauracji szybko się okazało, że owa intrygująca sprawa miała związek z niedawną podróżą przyjaciółek Marii na Bałkany. Co więcej, trop tajemnicy prowadził do górskiego miasteczka zwanego Medjugorje. To tam – tłumaczyły  entuzjastycznie Kristina i Angie – sześciorgu młodym ludziom ukazała się Matka Boża. „Pojedziesz, bo to jest wasza Maryja, was, katolików; Maryja, Matka Boża, czeka tam na ciebie...” – powiedziała na koniec Kristina. Maria nie kryła  rozczarowania. Spodziewała się jakiejś niesamowitej historii, a tymczasem musiała wysłuchać bajdurzenia swych przyjaciółek, które uległy kolejnemu kłamstwu Kościoła katolickiego! Przecież te całe „objawienia” – przekonywała – mogły zostać wymyślone w porozumieniu z tamtejszymi franciszkanami tylko po to, by zarabiać na pielgrzymach!

Miała kontynuować swój wywód, gdy nagle zdarzyło się coś niezwykłego… Po 15 latach tak opisze ten niespodziewany powiew łaski: „Zwróciłam spojrzenie na talerz i wtedy właśnie zauważyłam, jak jakieś dziwne i obce mojej woli odczucie dotknęło mi serca. Co to było i skąd się wzięło? Coś nieznanego kiełkowało w moim wnętrzu, otulone dziwnym, a zarazem jasnym światłem poznania… Było to coś, co przypominało poruszenie miłości, które niczym koncentryczne fale zaczęło zajmować mój umysł, szukając schronienia w inteligencji, rozumie i emocjach. Roztaczało poświatę nieskończonej czułości, która wzrastającą falą miłości pomnażała moje zdumienie i zmieszanie. Wówczas, w mgnieniu oka, zauważyłam, iż coś lub ktoś obcy mojej osobie owocnie wchodzi w relację z najgłębszymi pokładami mojej duszy. Usłyszałam jasno brzmiące i łagodne słowa: »Moja córko, dlaczego się Mnie lękasz? Przyjdź: czekam tu na ciebie«. Skamieniałam. To był kobiecy głos”. Wstrząśnięta do głębi mocnym doświadczeniem Maria wybąkała po chwili do Kristiny: „Cóż… Nie wiem, dlaczego ci to mówię, ale pojadę z wami do Bośni. Załatwcie mi bilet”.

Więcej w "Miłujcie się!" 1/2016

Zamów w sklepie

sklep.milujciesie.org.pl

Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pranumeratą papierową kliknij tutaj

poprzedni   |   następny wróć

Posłuchaj o nas w Twoim lokalnym radiu:


Copyright © Wydawnictwo Agape Sp. z o.o. ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel./ fax: 61/ 852 32 82 | tel. 61/ 647 26 86