Dzisiaj jest: wtorek 23.07.2019 | Imieniny:

Powrót syna marnotrawnego

autor: świadectwo

Gdy skończyłem 18 lat, rzuciłem szkołę i wyniosłem się z domu. Nie utrzymywałem żadnych kontaktów z rodziną przez następne osiem lat. I nawet nie rozumiałem, jak bardzo krzywdzę swoich krewnych. Żyłem na ulicy jak włóczęga. Jeździłem po Polsce pociągami na gapę. Piłem, co się dało. Codziennie się upijałem. Żebrałem i kradłem, żeby mieć pieniądze na używki... Po dwóch latach takiego życia stałem się totalnym żulem… Śmierdzący, zarośnięty, brudny, zawszawiony... Po pewnym czasie stwierdziłem, że już dłużej tak nie chcę, że przestaję pić. Udało mi się przerwać ciąg. Nie chodziłem tam, gdzie przebywali znajomi pijacy. Poznałem nowe towarzystwo, nałogowo zażywające amfetaminę. Oczywiście wpadłem w to. Potrafiłem nie spać i nie jeść siedem-osiem dni z rzędu... Którejś nocy po takim maratonie poczułem, że ktoś jest obok mnie. Poczułem obecność kogoś bardzo złego. To był demon. Niewidzialna istota złapała mnie za gardło i zaczęła mnie dusić. Czułem, że umieram, że zapadam się w ciemność... Demon zabierał mnie do piekła. Pierwszy raz w życiu zacząłem się wtedy modlić: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie...”. Pamiętałem to jeszcze z dzieciństwa. Bardzo chciałem, żeby Bóg był. Wcześniej mówiłem, że Go nie ma, że to kłamstwo, legenda, bajka. A teraz bardzo chciałem, żeby był. I był! Kiedy wypowiedziałem słowa: „ale nas zbaw ode Złego. Amen”, demon puścił mnie i zniknął. Byłem przerażony, ale żywy.

Więcej w „Miłujcie się!” 2-2015

Zamów w sklepie

sklep.milujciesie.org.pl

Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pranumeratą papierową kliknij tutaj

poprzedni   |   następny wróć

Posłuchaj o nas w Twoim lokalnym radiu:


Copyright © Wydawnictwo Agape Sp. z o.o. ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel./ fax: 61/ 852 32 82 | tel. 61/ 647 26 86