Dzisiaj jest: czwartek 18.10.2018 | Imieniny:

Pomagać duszom w czyśćcu cierpiącym

autor: Jan Bilewicz

Kilka lat temu popularnonaukowy kanał Discovery Science pokazał serię filmów na temat zmarłych ukazujących się po śmierci. Ktoś umarł, a potem powracał do miejsca swego dawnego zamieszkania. O zjawieniach się duchów zmarłych opowiadali naoczni świadkowie tych wydarzeń, najczęściej kilka osób – statecznych i zrównoważonych. Widać było, że ludzie ci mówią szczerze, poruszeni tym, co widzieli.

Jeden z odcinków przedstawił historię, która wydarzyła się w zamożnej rodzinie szkockiej. Podczas wojny pan domu został zmobilizowany i wysłany na front do Francji. Jakiś czas potem, pewnego popołudnia, służba zobaczyła go chodzącego po parku otaczającym dom. Na tę radosną wiadomość natychmiast rozpoczęto przygotowania, aby móc godnie powitać przybysza. Ale pan jakoś długo nie przychodził. Mijały godziny, minęła noc… Kilka dni potem nadszedł telegram informujący, że mężczyzna zginął na froncie we Francji. Stało się to w dniu, w którym widziano go przy jego rezydencji w Szkocji.

Życie po śmierci

Uczeń Chrystusa nie buduje oczywiście swojego światopoglądu, a w rezultacie i stylu życia, na ciekawostkach przekazywanych przez media. Buduje je na słowie Boga, nauczanym i tłumaczonym w Jego świętym Kościele. Tylko te Słowa nie mogą nas wprowadzić w błąd. Jednak wspomniana seria filmów dokumentalnych jest warta uwagi, ponieważ, z grubsza rzecz biorąc, ich treść zgadza się z przekazem biblijnym. Ewangelie pokazują przypadek zjawienia się zmarłych. Miało to miejsce w czasie Przemienienia Chrystusa. Oto na oczach trzech świadków – apostołów: Piotra, Jakuba i Jana, pojawiają się Mojżesz oraz prorok Eliasz, aby o czymś rozmawiać z Jezusem (Mt 17,1-4). Mojżesz umarł około 1250 lat przed tym wydarzeniem, Eliasz zaś odszedł z tego świata mniej więcej 850 lat wcześniej.
Zjawienia zmarłych są więc możliwe, miały i mają nadal miejsce. Uwieczniły te fakty również życiorysy i pisma wielu świętych. Święta s. Faustyna notuje w Dzienniczku: „Kiedy umarła siostra Dominika, w nocy koło pierwszej godziny, przyszła do mnie i dała mi znać, że umarła. Pomodliłam się gorąco za nią. Rano powiedziały mi siostry, że już nie żyje – odpowiedziałam, że wiem, bo była u mnie” (Dz. 1382). I w innym miejscu: „(…) w nocy przyszła do mnie jakaś duszyczka i uderzając w szafkę, budziła mnie, prosząc o modlitwę. Chciałam się zapytać, kto ona jest, jednak umartwiłam swoją ciekawość i to małe umartwienie połączyłam z modlitwą i ofiarowałam za nią” (Dz. 1516).
Istnieje wiele podobnych relacji. Ateiści mówią, że „nikt stamtąd nie wrócił” i że „wszystko kończy się na cmentarzu”. Chodzi jednak o to, że powróciło wielu, a świadkowie tych powrotów pogłębiają naszą wiarę w objawioną przez Boga prawdę, iż życie człowieka nie kończy się w chwili śmierci, ale jedynie się zmienia. Nasi – jak mówimy – „zmarli” w rzeczywistości żyją. Zakończył się jakiś etap ich egzystencji, a rozpoczął nowy. Życie ciała zostało zatrzymane przez chorobę, wypadek czy starość. Umarło ciało – ale człowiek nie składa się tylko z widzialnego i śmiertelnego ciała. Żyje w nim niewidzialna i nieśmiertelna dusza. Niewidzialna i nieśmiertelna jak Bóg, na którego podobieństwo zostaliśmy stworzeni.
W czasach, kiedy wielu wyjeżdża czy emigruje do innych krajów, śmierć może łatwiej wyobrazić sobie jako przeniesienie się za jakąś granicę – nie tyle do innego kraju, ile do innego świata.

Zabronione kontakty

Niektórzy próbują nawiązać kontakt z żyjącymi w tym pozaziemskim świecie. Pan Bóg zakazuje stanowczo wywoływania duchów, czyli praktyk, które dzisiaj nazywamy spirytyzmem: „Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by (…) pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni” (Pwt 18,11); „Jeżeli jakiś mężczyzna albo jakaś kobieta będą wywoływać duchy albo wróżyć, zostaną ukarani śmiercią. Kamieniami zabijecie ich. Krew ich spadnie na nich” (Kpł 20,27).
Pan Bóg zakazuje, zawsze ze względu na dobro człowieka, ale niestety człowiek w swojej pysze wciąż chciałby przekraczać wszelkie granice, również tę oddzielającą nas od życia w tamtym świecie.

Świętych obcowanie

Nie oznacza to jednak, że nie mamy w ogóle żadnego dostępu do świata pozagrobowego. Mamy – i to zupełnie bezpieczny, ale wszystko musi się odbywać nie na warunkach człowieka, ale Pana Boga.
Dogmat o „świętych obcowaniu” wyraża prawdę, że istnieją relacje między nami, żyjącymi na ziemi, czyli „Kościołem pielgrzymującym” (do wieczności), albo inaczej „Kościołem walczącym” (ze złem, z grzechem, z szatanem), a „Kościołem chwalebnym” – to znaczy świętymi w niebie – oraz między nami a „Kościołem cierpiącym”, czyli tymi, którzy po śmierci cielesnej pokutują za swoje grzechy w czyśćcu. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza: „Łączność pielgrzymów z braćmi, którzy zasnęli w pokoju Chrystusowym, nie ustaje; przeciwnie, (…) umacnia się jeszcze dzięki wzajemnemu udzielaniu sobie dóbr duchowych” (KKK 955).
Na czy polega owo wzajemne udzielanie sobie dóbr duchowych? Na przykład możemy prosić świętych o różne potrzebne nam łaski, a oni, żyjąc w bezpośredniej bliskości Boga, wstawiają się u Niego za nami. Święty Dominik, umierając, powiedział do swoich braci: „Nie płaczcie, będziecie mieli ze mnie większy pożytek i będę wam skuteczniej pomagał niż za życia”. Do każdej beatyfikacji – z wyjątkiem beatyfikacji męczennika – potrzebny jest, skrupulatnie badany, cud za wstawiennictwem kandydata na ołtarze. Za wstawiennictwem Jana Pawła II – jak wiemy – została uzdrowiona, w niewytłumaczalny naukowo sposób, francuska zakonnica. (Ciekawe – nawiasem mówiąc – co na temat tych beatyfikacyjnych cudów myślą ateiści, wierzący, że „wszystko kończy się na cmentarzu”?).
Istnieje również łączność między nami, żyjącymi (jeszcze) na ziemi, a tymi, którzy już odeszli i żyją w czyśćcu. O kogo chodzi? „Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba. To końcowe oczyszczenie wybranych, które jest czymś całkowicie innym niż kara potępionych, Kościół nazywa czyśćcem” (KKK 1030-1). Relacja między nami a duszami w czyśćcu polega na tym, że my możemy przyczynić się do złagodzenia i skrócenia ich cierpień, one zaś swoją modlitwą wstawiają się za nami. Dusze pokutujące w czyśćcu nie mogą pomóc sobie, ponieważ czas zyskiwania zasług już dla nich minął – mogą one natomiast pomóc nam. Z pewnością czynią to zwłaszcza w stosunku do tych, którzy przyszli im z pomocą w ich cierpieniu.

Czyściec

Wyobraźmy sobie następującą sytuację: ktoś z naszej rodziny potknął się na śliskiej drodze i upadł. Teraz leży w szpitalu z zagipsowaną nogą na wyciągu, obolały i całkowicie zdany na innych. Cierpienie naszych bliskich i nas boli. W powyższej sytuacji zrobilibyśmy wszystko, nie szczędząc czasu, wysiłków ani kosztów, aby przynieść choć trochę ulgi choremu. Czuwalibyśmy przy jego łóżku, przynosilibyśmy mu domowe obiady, kupowalibyśmy mu najlepsze lekarstwa, starali się o dodatkowe konsultacje lekarskie dla niego, o opiekę pielęgniarską itp., itd. Ci, którzy kochają, wykazują często dużo pomysłowości w niesieniu ulgi swoim bliskim. Ale widzimy czasem sytuację odwrotną: ludzi cierpiących, a opuszczonych przez wszystkich.
Czyściec można porównać do szpitala. Tyle tylko, że cierpienia czyśćca – jak mówią święci – są znacznie dotkliwsze: „Przyjdźcie z pomocą tym bezsilnym duszom, których udręki są nieporównywalnie większe od wszystkiego, co można wycierpieć w tym życiu” (św. Augustyn); „Najmniejsza kara, jaka czeka nas po śmierci w czyśćcu, jest o wiele większa niż wszystko, co można pojąć tu na ziemi” (św. Anzelm). Co gorsza, w tym czyśćcowym szpitalu przebywa się czasami bardzo długo. Znakomity teolog św. Robert Bellarmin pisał: „Jest pewne, że cierpienia czyśćca mogą trwać dziesięć, a nawet dwadzieścia lat, a ja sam ośmielam się twierdzić, że i sto, i tysiąc lat”. Podobną intuicję mieli również inni święci.
Tymczasem o wielu z tych dotkliwie i długo cierpiących zupełnie zapomnieli ich bliscy. Mogliby przynieść im ulgę, albo nawet zupełnie uwolnić ich od cierpień, ale nie czynią tego. Płakali na pogrzebie, płakali potem. Nie pomyśleli jednak przy tym, że sam płacz zupełnie w niczym nie pomaga opłakiwanym. To trochę tak, jak gdyby smucić się nad tym, że ktoś złamał nogę, ale nic dla niego nie zrobić, poprzestając jedynie na odczuwaniu smutku.
Często po czyjejś śmierci pojawiają się pytania: Gdzie on/ona się teraz znajduje? Jest już w niebie? Musi odpokutować swoje grzechy? A może się potępił(a) i jest w piekle? „On(a) był(a) taki(-a) dobry(-a), nikomu nic złego nie zrobił(a), na pewno jest w niebie” – słyszymy czasami. Nikogo nie kanonizujmy na własną rękę, zwalniając się w ten sposób z jakichkolwiek działań na rzecz zmarłego. A co jeżeli się pomyliliśmy?... Nawet jeśli ktoś jest rzeczywiście w niebie i nie potrzebuje pomocy, to i tak owoce naszych działań nie giną, ale przechodzą na kogoś innego. I odwrotnie: nie potępiajmy nikogo zbyt szybko, obojętnie jakie było jego życie. Nie człowiekowi sądzić. Tylko Pan Bóg zna do końca serce człowieka i tylko On wie, jakie były ostatnie – a więc decydujące o wiecznym przeznaczeniu – minuty i sekundy jego życia na ziemi.

Msza św. – największa pomoc

Ponieważ wielkie są cierpienia czyśćca, mało jest czynów większego miłosierdzia niż niesienie pomocy przebywającym tam duszom. Dysponujemy w tym celu potężnymi środkami. Największą pomocą dla dusz jest Msza św. – Najświętsza Ofiara Chrystusa, który umarł na krzyżu, aby zadośćuczynić za nasze grzechy.
W niektórych rejonach Polski istnieje piękny zwyczaj zamawiania Mszy św. z racji pogrzebu „zamiast wieńca”. Ktoś, zamiast kupować wieniec czy kwiaty, zamawia Mszę św. Oczywiście! Musimy działać efektywnie, a nie efektownie. Piękny wieniec czy estetyczna wiązanka kwiatów ładnie wyglądają na trumnie: duży efekt dla oka, natomiast żaden efekt nadprzyrodzony. Zamówienie Mszy św. oznacza maksymalny efekt nadprzyrodzony, choć mniej kwiatów, które i tak za kilka dni znajdą się w kontenerze na śmieci.
Wielu zamawia Msze św. za swoich zmarłych z różnych okazji – przy każdej rocznicy śmierci, urodzin, imienin... Słyszymy takie intencje: „W 20., 30., a nawet 50. rocznicę śmierci”. Świadczy to pięknie o miłości do tych, którzy odeszli. „Miłość nigdy nie ustaje” – pisał św. Paweł.
Wielu kocha nie tylko swoich zmarłych bliskich, ale w ogóle dusze w czyśćcu cierpiące. Tak jak lekarz czy pielęgniarka kochają swoich pacjentów – i jak Samarytanin z przypowieści Jezusa, nieznanego sobie, leżącego przy drodze cierpiącego człowieka. Pomagają na różne sposoby, widząc w tym swoje ważne zadanie życiowe. Między innymi zamawiają Mszę św., przeznaczając na ten cel określoną część (np. 10% – czyli dziesięcinę) swych bardzo skromnych najczęściej dochodów.
W tym miejscu warto przypomnieć sobie następujące słowa Pana Jezusa: „Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków” (Łk 16,9). Zdanie to bardzo pasuje do powyższego kontekstu. Ktoś pozyskuje sobie przyjaciół, dając na Msze św. za dusze w czyśćcu, ponieważ uwalnia te dusze od cierpień. Jakże mogłyby zapomnieć o swoim dobroczyńcy?! Nikt na ziemi nie potrafi być tak wdzięczny jak dusze pokutujące w czyśćcu, ponieważ tam widzi się i odczuwa z nieznaną na ziemi wyrazistością. Przyjaciele na teraz i na wieczność! Święty Jan Vianney powiedział: „Trzeba już teraz zdobyć sobie tam (w niebie) przyjaciół, by spotkać się z nimi po śmierci; a nie będziemy się lękać, że nie znamy tam nikogo”.
Jedni pomagają, jak mogą, nawet nieznajomym, inni odwrotnie – nie dbają nawet o swoich. Na przykład rodzina dziedziczy po zmarłym majątek – czasem duży – ale nie zamawia za niego ani jednej Mszy św. A przecież domaga się tego zwykła wdzięczność. Mamy do czynienia ze skąpstwem, z brakiem wiary, brakiem miłości, ze wszystkim tym naraz? Kiedyś znowu zobaczymy naszych zmarłych. Oni przecież żyją! W przyszłości, według słów Pisma św., „dołączymy do naszych przodków”. Jakie będzie to spotkanie? Radosne, gdyż zrobiliśmy dla nich wszystko, co możliwe, albo kolejny powód do odczuwania wstydu i wyrzutów sumienia…

Modlitwa i dobre uczynki

Modlitwa osobista od najdawniejszych czasów jest najbardziej rozpowszechnionym sposobem niesienia pomocy duszom. Już w Starym Testamencie znajdujemy przykład modlitwy za zmarłych (2 Mch 12,42). Mistycy mówią, że różaniec jest szczególnie skuteczny. Trzeba cenić i pielęgnować praktykowany, zwłaszcza na wsi, święty zwyczaj czuwania przy trumnie zmarłego na modlitwie różańcowej. Rodzina, znajomi i sąsiedzi przychodzą, zmieniają się, a modlitwa trwa dzień i noc.
Nie tylko modlitwa, ale wszelkie dobre uczynki spełniane w intencji dusz pomagają im. Święta Brygida pisała: „Różne są grzechy na tym świecie i podobnie różne bywają męki czyśćcowe. Tak jak głodny cieszy się pożywieniem, spragniony napojem, jak chory cieszy się łożem, tak cieszą się dusze i tak korzystają z dobrych uczynków, jakie w ich intencji spełniamy na ziemi”. Ci, którzy kochają, wykazują dużo pomysłowości w niesieniu pomocy swoim bliskim zmarłym. Wiedzą, że trzeba zadośćuczynić Bogu za ich grzechy albo zaniedbania dobra. I gdy na przykład ktoś za życia ziemskiego nadużywał alkoholu, to właściwym zadośćuczynieniem za ten jego grzech byłaby abstynencja. Dlatego syn tego kogoś podejmuje taką abstynencję każdego roku w Wielkim Poście, przez cały rok, albo nawet przez całe życie. Ktoś inny opuszczał Mszę św. Teraz jego córka, poza niedzielą, chodzi do kościoła dodatkowo raz w tygodniu z intencją wynagrodzenia za grzech ojca. Jeszcze ktoś inny za ziemskiego życia był skąpy i nigdy nie złożył żadnej ofiary na utrzymanie Kościoła ani na inne dobre cele. Jego dzieci wynagradzają to zaniedbanie, dając hojne jałmużny. I tak dalej.
Nie jest konieczna aż taka dokładność w wynagradzaniu za grzechy zmarłego. Każdy dobry uczynek spełniany w jego intencji będzie mu pomocą. Chodzi nie tylko o „dobre uczynki wobec ciała”, ale również „wobec duszy” – a więc o pocieszenie, pouczenie, o napomnienie i o przebaczenie. Można je ofiarować Bogu przez taką jak poniższa, albo podobną, modlitwę: „Wszystkie dobre uczynki, świadome bądź nieświadome, jakie uda mi się z pomocą łaski Bożej w tym tygodniu (miesiącu) wykonać, przez Twoje ręce, Matko Boża, chcę ofiarować miłosiernemu Bogu jako wynagrodzenie za grzechy mojego zmarłego ojca (męża, brata, dziadka itp.)”. W następnym tygodniu czy miesiącu można ofiarować je za kogoś innego – i tak obejmować swoim zbawczym działaniem coraz większy krąg dusz.
Podobnie możemy Bogu ofiarować nasze własne cierpienia, małe czy duże, fizyczne bądź duchowe, dobrowolnie podjęte (np. post) lub niedobrowolne: „Wszystkie swoje krzyże, przeciwności, niewygody, dobrowolne umartwienia tego tygodnia (miesiąca) łączę z Męką Chrystusa uobecniającą się we Mszach św. i przez Twoje ręce, Matko Boża, ofiarowuję miłosiernemu Bogu za grzechy ……………………… (wymienić imię zmarłego)”.

Odpusty

Istnieje jeszcze jeden bardzo skuteczny sposób pomagania duszom cierpiącym w czyśćcu – uzyskiwanie odpustów. Odpusty są wielkim darem miłosierdzia Bożego na obecne czasy. Niestety, jest to skarb zakopany – a w każdym razie nie wykorzystywany dostatecznie. Dawniej pozyskiwanie odpustów było znacznie trudniejsze. Dziś każdego dnia, bez większego wysiłku, możemy otrzymać odpust częściowy lub zupełny. Otrzymując go, zyskujemy zadośćuczynienie częściowe lub całkowite za grzechy jakiejś duszy. Kościół przydziela takie zadośćuczynienie ze skarbca zasług Zbawiciela oraz świętych. Czyni to „władzą kluczy” otrzymaną od Chrystusa: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 18,18). Pan Jezus powiedział do s. Faustyny: „Wszystkie te dusze [czyśćcowe] są bardzo przeze Mnie umiłowane, odpłacają się mojej sprawiedliwości; w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie… O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi mojej sprawiedliwości” (Dz. 1226).
Temat odpustów oraz ich uzyskiwania wymagałby oddzielnego omówienia. Oto kilka tylko najbardziej podstawowych i praktycznych zarazem informacji. Aby uzyskać odpust zupełny, trzeba wykonać jedną ze wskazanych przez Kościół pobożnych praktyk oraz wypełnić dodatkowo kilka innych warunków. Te praktyki to: pół godziny czytania i rozważania dowolnego fragmentu Pisma św., półgodzinna adoracja Najświętszego Sakramentu, odmówienie jednej części (tzn. pięciu tajemnic) różańca w kościele (samemu lub z kimś) albo poza kościołem (z kimś), odprawienie drogi krzyżowej. W Polsce odpust zupełny przywiązany jest również do odmówienia w kościele koronki do Miłosierdzia Bożego.
Ponadto tego dnia, kiedy staramy się o odpust zupełny, musimy przystąpić godnie do Komunii św. (potrzebna jest więc spowiedź, jeżeli nie jesteśmy w stanie łaski uświęcającej) oraz odmówić dowolną modlitwę, np. Ojcze nasz i Zdrowaś Mario, w intencjach wyznaczonych przez Ojca Świętego (nie musimy ich znać).
Ostatnim warunkiem koniecznym do uzyskania odpustu zupełnego jest brak przywiązania do jakiegokolwiek grzechu. Niestety, często jesteśmy przywiązani do różnych grzechów – do prowadzenia próżnych rozmów, marnowania czasu przed telewizorem lub komputerem, do wydawania pochopnych osądów, do trwonienia pieniędzy na głupstwa itp. Ale nawet gdybyśmy byli przywiązani do jakiegoś grzechu, to i tak warto, byśmy się starali o odpust zupełny, nie czekając, aż się zupełnie uwolnimy od owego przywiązania. Nie uzyskamy być może odpustu całkowitego, ale otrzymamy duży. Jeżeli ktoś chciałby mi dać 100 tysięcy złotych za niewiele pracy, ale w końcu dałby mi 80 tysięcy, ponieważ nie wypełniłem w pełni wszystkich warunków umowy – to przecież też dobrze, jest się z czego cieszyć i za co dziękować.
A teraz konkretna propozycja działania. W niedzielę – jak każdego tygodnia – idziemy do kościoła. Wzbudzamy intencję: „Pragnę uzyskać odpust zupełny i ofiarować go za …………”. Trzeba zadbać o to, aby móc przystąpić do Komunii św. Następnie w domu przez pół godziny rozważamy jakiś fragment Pisma św., co i tak wypada zrobić w dniu Pańskim. Albo inaczej: najpierw przeczytać oraz przemyśleć czytania z dnia i w ten sposób przygotować się do Mszy św., następnie przyjąć Komunię św., a na koniec odmówić Ojcze nasz oraz Zdrowaś Mario w intencjach Ojca Świętego. Jeszcze prościej byłoby przyjść do kościoła 10 minut przed Mszą św., odmówić koronkę do Miłosierdzia Bożego oraz modlitwy w intencjach Ojca Świętego, a w czasie Mszy św. przyjąć Komunię św. I tak czynić zawsze, kiedy idziemy do kościoła, nigdy nie marnując okazji do uczynienia wielkiego dobra.
Widzialny, poznawalny zmysłami, otaczający nas świat nie jest jedynym istniejącym. Są jeszcze inne – niewidzialne. Śmierć jest momentem przejścia do jednego z nich. Ci, którzy odeszli od nas – jak mówimy, „umarli” – w istocie żyją. Wielu z nich w pozaziemskim świecie nazywanym czyśćcem. Docierają do nas tylko przebłyski tamtej rzeczywistości. Bóg czasami pozwala wybranym mieszkańcom czyśćca na krótki czas powrócić na ziemię. Czasami także Stwórca pozwala wybranym mieszkańcom ziemi zobaczyć tamten świat. Takimi wybranymi były między innymi św. Katarzyna z Genui, św. Małgorzata Alacoque oraz św. Faustyna. Ale dla większości tamten świat pozostaje tajemniczy, gdyż niewidzialny. Święty Paweł zachęca nas, abyśmy wpatrywali się „nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne” (2 Kor 4,18). Właśnie! Czyńmy tak, aby dostrzec ludzi proszących nas o pomoc i znacznie bardziej jej potrzebujących niż najbardziej potrzebujący na ziemi.

Jan Bilewicz

Zamów w sklepie

sklep.milujciesie.org.pl

Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pranumeratą papierową kliknij tutaj

poprzedni   |   następny wróć

Posłuchaj o nas w Twoim lokalnym radiu:


Copyright © Wydawnictwo Agape Sp. z o.o. ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel./ fax: 61/ 852 32 82 | tel. 61/ 647 26 86