Dzisiaj jest: środa 22.08.2018 | Imieniny:

Spytajmy Biblię: Kiedy „Syn Człowieczy przyjdzie”? (Mt 10,16-23)

2012-11-26

autor: Mirosław Rucki

Nigdy nie brakowało ludzi, wyznaczających Bogu datę Sądu Ostatecznego. Zapominając o ważnym stwierdzeniu Pana Jezusa, że „nikt nie zna dnia ani godziny”, wyliczają jakieś terminy na podstawie Biblii albo powołują się na przepowiednie pogańskich wieszczy i okultystycznych pseudoproroków. Mamy jednak w ręku poważny argument, by nie wierzyć w żadną przepowiadaną datę Sądu Ostatecznego, nawet najdokładniej obliczoną na podstawie tekstów biblijnych.

 

Pan Jezus wielokrotnie podawał daty graniczne swojego przyjścia, i narzucił dosyć dokładne ramy czasowe końca świata (nastąpi nie później niż...). Przykładowo, takie ramy pojawiają się w Ewangelii Mateusza, gdzie Jezus wyznacza Dwunastu Apostołów i udziela im poleceń.
Wydaje się, że rozdział 10 Ewangelii Mateusza zawiera wszystkie instrukcje, jakich Jezus udzielił Apostołom. Mateusz nie wyodrębnił poleceń, które zostały wydane w chwili pierwszego rozesłania, od tych, które były dawane później i dotyczyły późniejszych misji. Można przypuszczać, że polecenia związane z pierwszą misją kończą się na wersecie 10,15 lub 10,16.
Jest oczywiste, że przynajmniej od 17 wersetu mowa jest o innych czasach niż pierwsze rozesłanie Apostołów po miastach Izraela. Wiemy przecież, że za życia Jezusa nikt nie wydawał ich sądom, nie biczował w synagogach, nie zaprowadzał do namiestników ani do pogańskich władz; nie zdarzało się też, by brat brata lub ojciec syna wydawał na śmierć z powodu wiary w Jezusa. To wszystko zaczęło się dopiero potem, po Zmartwychwstaniu, a nawet po zesłaniu Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy.
Z tego też powodu trudno jest zrozumieć podsumowujące zdanie Jezusa: „Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego. Zaprawdę, powiadam wam: Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy” (10,23). Czego ono dotyczy?
Najwyraźniej, po całej serii przerażających wizji odmalowanych przed Apostołami, słowa te miały zabrzmieć jako pocieszenie: nie martwcie się, ja przyjdę i położę kres tym rzeczom jeszcze zanim zdążycie obejść wszystkie miasta w naszym kraju. Ale jak to się stało, że Jezus nie spełnił tej obietnicy? Przecież niemożliwe jest, by rzucał słowa na wiatr – skoro powiedział, to musiał tak postąpić. Skoro nie powrócił wtedy, jak zapowiedział, to może coś innego miał na myśli?
Jedna z interpretacji mówi, że ta przepowiednia dotyczy roku 70, kiedy Rzymianie zniszczyli Świątynię. Wtedy po raz pierwszy żydowscy wyznawcy Jezusa byli zmuszeni do opuszczenia „miast Izraela” i uciekli do miasta Pella w Transjordanii. W sposób oczywisty została wówczas przekroczona wyznaczona przez Jezusa cezura czasowa, ponieważ do roku 70 oni zdążyli obejść wszystkie miasta Izraela, uciekając z miejsca na miejsce. Trudno jednak utrzymać tezę, jakoby Syn Człowieczy powrócił w roku 70.
Dlatego też inni interpretatorzy próbują rozumować, że „miasta Izraela” to są wszystkie miasta na świecie, gdzie mieszkali Żydzi. Problem z takim wyjaśnieniem jest oczywisty: po pierwsze, i te miasta są już dawno wszystkie „zaliczone” przez uciekających uczniów Jezusa; a po drugie, żaden zdrowy Żyd w czasach Jezusa nie nazwałby diasporę „miastami Izraela”. Żydzi zawsze dokładnie wiedzieli, jaka ziemię nadał im Bóg, i tylko miasta na tej ziemi mogli nazywać miastami Izraela.
Jest jeszcze jeden konkretny kłopot związany z tą przepowiednią rychłego powrotu Jezusa. Otóż cały Kościół pierwszego wieku żywił absolutnie niezachwiane przekonanie, że Jezus powróci jeszcze za życia Dwunastu Apostołów. W tej samej Ewangelii (Mt 16,28) znajdziemy słowa: „Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim”. Sam św. Paweł żywił niewzruszone przekonanie, że pozostanie przy cielesnym życiu aż do chwili Paruzji: „my, którzy pozostaniemy przy życiu aż do przyjścia Pana, nie wyprzedzimy tych, którzy zasnęli” (1Tes 4,15). Zauważają to nawet badacze świeccy, nie związani z Kościołem[1], jak również przeciwnicy chrześcijaństwa[2]. To powszechne przekonanie Kościoła musiało wynikać bezpośrednio ze słów Jezusa, co wyklucza możliwość interpretacji, łagodzącej Jego kategoryczne wypowiedzi[3]. Gdyby Jezus miał na myśli coś innego niż swój rychły powrót, na pewno sprostowałby błędne rozumienie Apostołów, jak uczynił to w wielu innych przypadkach.
Zauważmy, że Jan Ewangelista, który był ostatnim z żyjących Apostołów w chwili napisania Ewangelii (ok. 80-90 r.), nawet umieścił w swojej Ewangelii taką perykopę (Jana 21,21-23):
Gdy więc go Piotr ujrzał, rzekł do Jezusa: Panie, a co z tym będzie? Odpowiedział mu Jezus: Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną. Rozeszła się wśród braci wieść, że uczeń ów nie umrze. Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze, lecz: Jeśli Ja chcę, aby pozostał aż przyjdę, co tobie do tego?
Najwyraźniej, i sam Jan ewangelista miał z tym kłopot. Cały Kościół był w niego wpatrzony – póki Jan żyje, Pan Jezus musi przyjść! Jan próbuje odciąć się od tego, zdecydowanie łagodząc wypowiedź Jezusa odnośnie jego osoby, ale nie jest w stanie złagodzić wielu innych kategorycznych stwierdzeń Jezusa, odnoszących się do Jego powrotu jeszcze za życia naocznych świadków Jego śmierci i Zmartwychwstania.
Pozostaje tylko jedno wyjście: uznać, że to proroctwo nie zostało spełnione. Co więcej, nie zostanie ono spełnione nigdy, ponieważ wszystkie narzucone przez Pana Jezusa ramy czasowe zostały przekroczone (Apostołowie nie tylko wyszli poza miasta Izraela, ale też zdążyli wszyscy umrzeć).
Jaką mamy trudność, by przyjąć taką właśnie wersję wydarzeń – że Jezus nie dotrzymał słowa? Taką, że według naszego rozumowania, Jezus musiał dotrzymać każdego słowa, i niedotrzymanie tej obietnicy podważa wiarygodność pozostałych obietnic.
Na szczęście, Biblia objawia nam Boga nie jako twardego „dotrzymywacza obietnic”, ale jako miłosiernego Ojca, który nie ma zamiaru za wszelka cenę wyrządzać karę: „Lecz jeśli ten naród, przeciw któremu orzekłem karę, nawróci się ze swej nieprawości, będę żałował nieszczęścia, jakie zamyślałem na niego zesłać” (Jr 18,8). Nie zachowujmy się więc jak prorok Jonasz, którego zdziwił i zmartwił fakt, że nie wydarzyło się ogromne nieszczęście, zapowiedziane przez Boga (Jon 3,10-4,1). Jonasz poczuł się głupio, ponieważ zawierzył Bogu, a Bóg zawiódł. Bóg jednak wyjaśnił Jonaszowi, że Jemu zależy bardziej na zachowaniu ludzi przy życiu niż na wymierzeniu kary (Jon 4,6-11).
Św. Piotr (notabene, również z powodu powszechnego oczekiwania na rychły powrót Jezusa) napisał następujące słowa: „Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy – bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka – ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia” (2P 3,9). I dalej: „Dlatego, umiłowani, oczekując tego, starajcie się, aby [On] was zastał bez plamy i skazy – w pokoju, a cierpliwość Pana naszego uważajcie za zbawienną” (2P 3,14-15).
Wydaje się, że mamy pełne prawo wyciągnąć taki wniosek: ludzkość zaskoczyła Pana Jezusa i zmusiła Go do rezygnacji z wypełnienia tego proroctwa. Pan Jezus nawet się nie spodziewał, że każdego dnia przez 2000 lat znajdą się na Ziemi ludzie, którzy będą pokutować, nawracać się, głosić Ewangelię i szerzyć Jego królestwo. Był przekonany, że już po kilkudziesięciu latach nie znajdzie się na Ziemi tych 10 sprawiedliwych, dla których warto zachować jeszcze ten świat. Tymczasem minęło dwa tysiąclecia, a wciąż nawracają się coraz to nowsi, którzy zginęliby bez pojednania z Bogiem i bez szansy na wieczne życie, gdyby Jezus powrócił dzisiaj.
Widzimy więc, że Jezus jest cierpliwy i z dnia na dzień odkłada Swój Powrót. Każdego dnia na nowo zapada decyzja: jeszcze nie dziś. Najważniejsze jest to, że to od nas zależy, jaka decyzja zostanie podjęta jutro.
To znaczy, że jeśli dziś pokutujemy za grzechy, jeśli dziś głosimy Ewangelię, jeśli dziś dajemy kolejnemu grzesznikowi szansę nawrócenia (być może ostatnią!), to Jezus odkłada decyzję o powrocie na jutro. Zaniedbując pokuty i ewangelizacji, pozbawiamy grzeszników ostatniej szansy nawrócenia, i Jezus nie ma powodu, by czekać przynajmniej jeden dzień dłużej. Z powodu naszej bezczynności Jezus może powrócić już dziś w nocy, a z powodu naszej aktywności może jeszcze odłożyć straszny Dzień Sądu na jutro. Przejmijmy się tym, bo Bóg uzależnia datę Końca Świata od nas!!!
 


[1] Np. M.Simon, Cywilizacja wczesnego chrześcijaństwa, PIW, Warszawa 1992.
[2] Np. G.Vermes, Twarze Jezusa, Kraków 2008.
[3] Skonsultowałem ze znawcą języka greckiego formę gramatyczną wyrazu ελθη użytego w oryginalnym tekście – ks. dr P.Jurzyk z Wrocławia wyjaśnił mi, że ta forma nie zawiera sensu warunkowego (typu „przyszedłby” lub „być może przyjdzie”).

 

http://wroclaw.biblista.pl

Posłuchaj o nas w Twoim lokalnym radiu:


Copyright © Wydawnictwo Agape Sp. z o.o. ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel./ fax: 61/ 852 32 82 | tel. 61/ 647 26 86