Dzisiaj jest: wtorek 18.06.2019 | Imieniny:

Kołowy trend w teorii ewolucji

2012-09-26

autor: Mirosław Rucki

 

Od czasu, jak obeszliśmy 150 lat teorii Darwina, zacząłem ponownie interesować się teorią ewolucji. Zapragnąłem dowiedzieć się, jak wygląda rozwój tej teorii naukowej, wysuniętej 150 lat temu, a wciąż nie udowodnionej. I odkryłem, że trend rozwoju ewolucjonizmu jest po prostu kołowy...

 

Nie chcę analizować poszczególnych etapów rozwoju myśli ewolucjonistów, ani nawet sposobu, w jaki została ona narzucona wolnym, demokratycznym i nawet religijnym społeczeństwom. Chcę tylko podzielić się tym, co wyczytałem z czasopisma „Trends in Ecology and Evolution”, które jest „z najwyższej półki” i ma najwięcej punktów w rankingach naukowych. Jak sama nazwa wskazuje, możemy oczekiwać, że czytając to czasopismo prześledzimy jakiś trend.
Już wcześniej, w numerze 5/2009 dzieliłem się tym, że ewolucjoniści trzymają się swojej teorii mimo jej niezdolności do opisywania zjawisk: zaledwie niecały 1% (tak, jeden procent!) znanych istot żywych da się wpisać jako tako w ogólnie przyjętą strukturę „drzewa życia” (artykuł A. Rokas, P. Abbot, Harnessing genomics for evolutionary insights, vol. 24, nr 4-2009, s. 192-200). Wierzą w dobór naturalny jako motor ewolucji mimo, że głownym warunkiem dostosowania się do zmieniających się warunków jest to, by mutacje wyprzedzały zmiany klimatu (Th. Lenormand, D. Roze, F. Rousset, Stochasticity in evolution vol. 24, nr 3-2009, s. 159-165). Skąd mutacje mają wiedzieć, jakie zajdą zmiany w środowisku? Autorzy cytują setki źródeł i nie znajdując żadnego wyjaśnienia dla poznawanych zjawisk pozostają wierni teorii Darwina, polegając na wszechmocnym wyrazie „być może”.
Badając narządy echolokacji u nietoperzy pani Teeling nie była w stanie nawet w przybliżeniu odpowiedzieć na pytanie, jak zachodziła ewolucja tych narządów (Hear, hear: the convergent evolution of echolocation in bats? vol. 24, nr 7-2009, s. 351-354). Autorka uczciwie przyznała się, że wie mniej niż nie wie, i wyraziła nadzieję, że wkrótce zostaną znalezione liczne formy przejściowe, pozwalające wypełnić lukę pomiędzy realnym nietoperzem, wyposażonym w doskonały skomplikowany system echolokacji, a jego hipotetycznymi przodkami, wyposażonymi w hipotetyczne niedorozwinięte niefunkcjonalne części tegoż systemu. Tak naprawdę, Autorka stanęła w tym samym miejscu, co 150 lat temu Darwin, który zapowiedział dostarczenie „w krótkim czasie ogromnej ilości dowodów” na ewolucję gatunków. Jak widać, dowodów tych po prostu brak w roku 2009, tak samo jak brakowało ich w roku 1858, kiedy po raz pierwszy opublikowano prace Ch.R. Darwina i A.R. Wallace’a.
Dokładnie z takim samym problemem borykali się autorzy prac nad różnego rodzaju sygnałami, emitowanymi przez żywe organizmy. Okazuje się, że np. rośliny są w stanie wysyłać sygnały o niebezpieczeństwie, odbierane i wykorzystywane przez inne rośliny (M. Heil, R. Karban, Explaining evolution of plant communication by airborne signals, in press doi:10.1016/j.tree.2009.09.010). Widząc zadowalające wyjaśnienie w fakcie, że roślina sama odbiera własne sygnały, i wnioskując, że jest to klucz do zrozumienia ewolucji tego zjawiska, Autorzy jednak przyznają, że nie są w stanie wyjaśnić nawet mechanizmu działania „odbiornika” tych sygnałów, nie mówiąc już o jego wyewoluowaniu z prostszych układów biologicznych. Podobnie poza zasięgiem możliwości zrozumienia jest funkcjonowanie wielopoziomowej komunikacji u zwierząt pomiędzy osobnikami płci przeciwnej (J. Bro-Jørgensen, Dynamics of multiple signalling systems: animal communication in a world in flux, in press doi:10.1016/j.tree.2009.11.003). Autor natomiast próbuje wyjaśnić istnienie tych skomplikowanych systemów na drodze ewolucyjnego rozwoju i doboru naturalnego. Nic dziwnego, że ma z tym problem, gdyż sygnały emitowane przez zwierzęta są wykrywalne jedynie za pomocą specjalistycznej aparatury, ponieważ składają się z fal ultradźwiękowych, podczerwieni oraz ultrafioletu. Teoria ciągłego dostosowywania się gatunków do zmieniających się warunków otoczenia niewiele ma do powiedzenia w odniesieniu do tak skomplikowanych spraw, zwłaszcza że tak naprawdę nie daje odpowiedzi na pytanie, dlaczego i jak powstało tak wielkie zróżnicowanie gatunków. W podręcznikach szkolnych i popularnych publikacjach wszystko wygląda ładnie i gładko, ale np. autorzy M. Vences, K. C. Wollenberg1, D. R. Vieites i D. C. Lees, pracujący w Niemczech, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Francji, powołujący się na 91 publikacji naukowych, już na wstępie przyznają się, że procesy prowadzące do takiego zróżnicowania są wciąż mało znane (Madagascar as a model region of species diversification, in press doi:10.1016/j.tree.2009.03.011).
W sposób oczywisty wobec ogromnego stopnia skomplikowania organizmów żywych naukowcy muszą uciekać się do coraz bardziej skomplikowanych i zaawansowanych narzędzi informatycznych. B. Boussau i V. Daubin przytaczają 14 różnych oprogramowań komputerowych, modelujących rozwój genów i budowanie hipotez na temat ich ewolucji (Genomes as documents of evolutionary history, doi:10.1016/j.tree.2009.09.007). Autorzy uznali, że żaden model nie jest zadowalający i zaproponowali swój własny. Nie ma w tym nic dziwnego, skoro nawet T.A. Brown, autor 600-stronicowego dzieła pod takim właśnie tytułem Genomy, poświęcając 50 stron zagadnieniom ewolucji genomów przyznał się, że do żadnej z opisanych hipotez nie ma dowodów (s. 586), oraz, że drzewa ewolucji genów żadną miara nie chcą się pokrywać z ogólnie przyjętymi drzewami ewolucji gatunków (s. 602). Jest więc absolutnie nieprawdopodobne, by uczony, wierzący w teorię ewolucji i usiłujący za jej pomocą wyjaśniać odkrywane i obserwowane zjawiska, mógł po prostu nie zauważyć, z jaką inteligencją i znajomością rzeczy została zaprojektowana i stworzona najmniejsza istota żyjąca, i jak doskonale każda istota pasuje do całego systemu innych istot oraz do środowiska. Uciekając się do narzędzi informatycznych niejako uznajemy, że mamy do czynienia z informacją, wpisaną w organizmy żywe. Kiedy natomiast mamy do czynienia z informacją, nie może być mowy o przypadku – musi być inteligentna osoba, która informację zakodowała i stworzyła „urządzenia” zdolne do odczytania, przetwarzania i wykorzystania tej informacji.
Zatem nieuchronnie uczony musi dojść do wniosku, że obiekt jego badań (żywe organizmy) powstał w wyniku inteligentnego projektu, a nie w wyniku ślepego przypadku. Ale to wcale nie oznacza, że uczony od razu musi uwierzyć w Boga Trójjedynego, Stworzyciela nieba i ziemi. Od dawien dawna przecież człowiek potrafi sobie wymyślać bogów – i tym razem woli sobie boga wymyślić, byleby nie odpowiedzieć na jednoznaczne wezwanie żyjącego Boga, który przemawia do nas w tych dniach ostatecznych poprzez swojego Syna, Jezusa Chrystusa (Hbr 1,1-2). Bogiem Darwina był Dobór Naturalny, bogiem Dawkinsa jest bóg urojony, zaś bogiem ewolucjonistów jest Inteligentna Ewolucja bądź Ślepa Mutacja, komu co bardziej odpowiada. W pracach naukowych bowiem znajdujemy wyznanie wiary w jedno albo drugie, i – o dziwo – w świecie nauki u nikogo nie wywołuje oburzenia religijna wiara np. dra R. Constanza w inteligencję Ewolucji. Swoje „kredo” opublikował on w artykule Evolution is intelligent design (“Trends in Ecology and Evolution” Vol.24, No.8, s. 414), gdzie w sposób logiczny wyprowadza konieczność przypisania Procesowi Ewolucji inteligentnych działań. Autor zastrzega się, że ta inteligencja, którą jest ewolucja sama w sobie, nie jest wszechwidząca ani wszechwiedząca – by ktoś nie posądził go o jakieś poglądy chrześcijańskie. Teoria ewolucji ucieka się do rozumowania typu „błędne koło”, ponieważ musi być samowystarczalna, bo inaczej każdy naukowiec zmuszony byłby sięgnąć po Biblię i nawrócić się do Boga...
Cóż, to już jest kwestia naszego wyboru. Mając wolną wolę, możemy wierzyć w kochającego Boga osobowego, który „nas stworzył i ocalił” – a możemy wierzyć w dowolnego bożka, jakiego sobie sami wymyślimy. Dziwne tylko, że dwie religie, jakimi jest ateizm i ewolucjonizm, zostały uznane za naukowe, podczas gdy oparta na faktach i niepodważalnym świadectwie wiarygodnych świadków wiara w Jezusa i Jego zmartwychwstanie jest odrzucana jako „nienaukowa”. Wygląda na to, że chodzi tu nie o wiedzę i nie o naukę, tylko o „uczynki ciemności”, które człowiek sam boi się zobaczyć w świetle, pochodzącym od prawdziwego żyjącego Boga, i dlatego woli pozostawać w ciemności, wydając sam na siebie wyrok potępienia (Jana 3,17-21).
„To bowiem, co w Bogu niewidzialne – Jego wiekuista moc oraz boskość – od stworzenia świata staje się widzialne dzięki rozumnemu oglądaniu dzieł Bożych. Dlatego ludzie ci nie mają wymówki. Bo gdy poznali Boga, nie oddali Mu czci jako Bogu, ani też nie byli Mu wdzięczni, ale pogubili się w swych dociekaniach i w mroku pogrążyło się ich nierozumne serce. (...) A ponieważ nie dołożyli starania, aby zachować wiedzę o Bogu, wydał ich Bóg ułomnemu rozumowi, tak że czynili to, czego się nie godzi. (...) Oni – znając wyrok Boży, że ci, którzy tego się dopuszczają, zasługują na śmierć – nie tylko to zło czynią, ale nawet chwalą postępujących w ten sposób” (Rz. 1,20-32).
poprzedni   |   następny wróć

Posłuchaj o nas w Twoim lokalnym radiu:


Copyright © Wydawnictwo Agape Sp. z o.o. ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel./ fax: 61/ 852 32 82 | tel. 61/ 647 26 86