Dzisiaj jest: niedziela 18.08.2019 | Imieniny:

Najtragiczniejsza katastrofa w dziejach Polski

2010-04-27

autor: ks. Mieczysław Piotrowski TChr
10 kwietnia 2010 r., w 70. rocznicę zbrodni katyńskiej, w wigilię Święta Bożego Miłosierdzia, w tragicznym wypadku w Smoleńsku ginie Prezydent Polski prof. Lech Kaczyński, wraz ze swoją Małżonką i 94 towarzyszącymi mu osobami: załogą samolotu, funkcjonariuszami BOR-u, przedstawicielami Rodzin Katyńskich, duchowieństwa, wysokimi rangą wojskowymi oraz wybitnymi osobistościami ze świata polityki, ekonomii i kultury polskiej. Wszyscy ludzie dobrej woli na całym świecie są  dogłębnie wstrząśnięci tą katastrofą. Pogrążeni w bólu w modlitwie zawierzamy Wszechmogącemu Bogu Pana Prezydenta, jego Małżonkę i wszystkich, którzy tam zginęli. To niezwykle bolesne doświadczenie wpisuje się w tajemnicę cierpienia i śmierci Jezusa oraz Jego zwycięstwa w Zmartwychwstaniu nad śmiercią i wszelkim złem. Pan Jezus objawił nam, że w każdym ludzkim cierpieniu i śmierci obecny jest On sam. Jezus „obarczył się naszym cierpieniem. On dźwigał nasze boleści” (Iz 53, 4) i sprawił, że każde ludzkie cierpienie i śmierć w zjednoczeniu z Nim staje się drogą prowadzącą do pełni życia w niebie. Cierpienie ofiarowane Jezusowi jest źródłem błogosławieństwa, uczestnictwem w cierpieniu Chrystusa za zbawienie świata. Natomiast cierpienie nie oddane Chrystusowi jest siłą destruktywną i bezsensowną.

 

 Pan Prezydent i jego Małżonka zginęli razem z 8-osobową załogą samolotu oraz 86 osobami oficjalnej polskiej delegacji na uroczystości 70-lecia zbrodni katyńskiej, w wigilię Święta Bożego Miłosierdzia. Pięć lat temu w wigilię Bożego Miłosierdzia umierał Jan Paweł II, który podczas ostatniej swojej pielgrzymki do Polski w Łagiewnikach cytował słowa Pana Jezusa skierowane do św. Faustyny. Jezus mówił: „Polskę szczególnie umiłowałem, a gdy będzie posłuszna mojej woli, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne moje przyjście” (Dz. 1732).

W tych dniach żałoby narodowej po stracie tak wybitnego męża stanu, jakim był Prezydent Rzeczypospolitej prof. Lech Kaczyński, oraz tylu wybitnych osobistości ze świata polityki, instytucji państwowych, wojska i Kościoła każdy i każda z nas powinien (powinna) postawić sobie pytanie: czy jestem i czy pragnę być posłuszny(-a) woli Boga, aby Jego plany mogły się zrealizować w moim osobistym życiu oraz w życiu polskiego narodu?
Czy potrzeba było śmierci tak wielkiego i wspaniałego Prezydenta, aby docenić wielkość jego osobowości, jego oddanie w służbie narodu i jego patriotyzm? Niech środki masowego przekazu oraz środowiska opiniotwórcze, które od samego początku prezydentury prof. Lecha Kaczyńskiego rozpętały przeciwko niemu kampanię pomówień, oszczerstw i nienawiści, otworzą się na prawdę o nieskończonym Miłosierdziu Boga i niech przyczyniają się do wprowadzania ładu moralnego w naszej Ojczyźnie, niech uczą patriotyzmu, czują się odpowiedzialne za dobro wspólne, niechaj troszczą się o dobro rodziny, o wychowanie dzieci i młodzieży, a szczególnie niech bronią tych najbardziej niewinnych i bezbronnych, jakimi są dzieci w łonach matek.
Święto Bożego Miłosierdzia zostało ustanowione przez Ojca Świętego Jana Pawła II w 2000 r. podczas kanonizacji św. Faustyny, na wyraźne polecenie Pana Jezusa, który tak mówił do św. Faustyny: „Dusze giną mimo mojej gorzkiej męki. Daję im ostatnią deskę ratunku, to jest święto Miłosierdzia mojego. Jeżeli nie uwielbią miłosierdzia mojego, zginą na wieki. Sekretarko mojego miłosierdzia, pisz, mów duszom o tym wielkim miłosierdziu moim, bo blisko jest dzień straszliwy, dzień mojej sprawiedliwości” (Dz. 965).
Ze świętem Miłosierdzia Pan Jezus związał największe obietnice: „W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia mojego; która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar; w dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski; niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat” (Dz. 699).
Ta najtragiczniejsza katastrofa w dziejach naszego narodu, do której doszło na wojskowym lotnisku Siewiernyj pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r., w wigilię święta Bożego Miłosierdzia, uświadamia nam, że największą tragedią dla człowieka nie jest śmierć fizyczna, ale śmierć duchowa, zerwanie relacji z Bogiem, trwanie w stanie grzechu śmiertelnego, odrzucanie daru Bożego Miłosierdzia i życie takie, jakby Bóg nie istniał. Niech cierpienie i śmierć Prezydenta Rzeczypospolitej prof. Lecha Kaczyńskiego, jego małżonki oraz pozostałych 94 towarzyszących im osób na pokładzie prezydenckiego samolotu złączone z cierpieniem i śmiercią Chrystusa wstrząśnie sumieniami Polaków i otworzy je na jedyne Źródło ludzkiego szczęścia, jakim jest zmartwychwstały Chrystus, obecny w sakramentach pokuty i Eucharystii. W tych właśnie sakramentach Jezus ofiarowuje każdemu i każdej z nas przebaczenie wszystkich grzechów oraz dar życia wiecznego. Jedynym warunkiem, który człowiek musi spełnić, aby dostąpić tego cudu, jest ufność w nieskończone Boże Miłosierdzie. Tak Pan Jezus mówił św. Faustynie: „Pragnę zaufania od swych stworzeń, zachęcaj dusze do wielkiej ufności w niezgłębione miłosierdzie moje. Niechaj się nie lęka do mnie zbliżyć dusza słaba, grzeszna, a choćby miała więcej grzechów niż piasku na ziemi, utonie wszystko w otchłani miłosierdzia mojego” (Dz. 1059); „Córko moja, napisz, że im większa nędza, tym większe ma prawo do miłosierdzia mojego, a [namawiaj] wszystkie dusze do ufności w niepojętą przepaść miłosierdzia mojego, bo pragnę je wszystkie zbawić. Zdrój miłosierdzia mojego został otwarty na oścież włócznią na krzyżu dla wszystkich dusz – nikogo nie wyłączyłem” (Dz. 1182). 
Pan Jezus pragnie nieustannie uwalniać nas ze strasznej niewoli grzechów. Jeżeli upadamy w grzechu, Jezus jest z nami, aby nas natychmiast podnieść. Dlatego po popełnieniu grzechu śmiertelnego powinniśmy natychmiast pójść do spowiedzi. Nie można tego odkładać na później, gdyż trwanie w stanie duchowej śmierci oraz zniewolenia przez szatana niesie ze sobą tragiczne konsekwencje duchowe i może doprowadzić do utraty życia wiecznego. Ludzie, którzy żyją w grzechu śmiertelnym, noszą w sobie straszną rzeczywistość zła, która niszczy ich samych oraz ich środowisko społeczne. Jest to prawdziwa śmiertelna katastrofa w sferze ducha, przyczyna największych ludzkich dramatów i tragedii.          
Dlatego Jezus nieustannie apeluje do ludzkich sumień i wzywa nas wszystkich do nawrócenia, abyśmy nie bali się pójść do spowiedzi: „Miłosierdziem swoim ścigam grzeszników na wszystkich drogach ich i raduje się serce moje, gdy oni wracają do Mnie. Zapominam o goryczach, którymi poili serce moje, a cieszę się z ich powrotu. (…) Powiedz grzesznikom, że zawsze czekam na nich, wsłuchuję [się] w tętno ich serca, kiedy uderzy dla Mnie. Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia, przez niepowodzenie i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez głos Kościoła, a jeżeli udaremnią wszystkie łaski moje, poczynam się gniewać na nich, zostawiając ich samym sobie, i daję im, czego pragną” (Dz. 1728).
Niech ofiara z życia Prezydenta Rzeczypospolitej prof. Lecha Kaczyńskiego, jego Żony oraz towarzyszących im osób otworzy serca wszystkich dzieci polskiego narodu na moc Ducha Świętego, aby przemieniał oblicze polskiej ziemi.
 
 
 ***

Tragedia w cieniu Katynia (świadectwo naszego Czytelnika)

 
Tym razem tekst dość „gorący”, z katyńskiego, podsmoleńskiego Lasu. Gdy wydarzała się ta wciąż żywo trwająca tragedia, my byliśmy, czekaliśmy i przeżywaliśmy ją tam, daleko od gorących newsów... 
 
                Specjalnym pociągiem  do Smoleńska przyjechali przedstawiciele Rodzin Katyńskich, Kompania Honorowa Wojska Polskiego, dziennikarze, część polityków (pozostali, wraz z Prezydentem RP, mieli przylecieć później na pokładzie samolotu). Po długim oczekiwaniu z dworca w Smoleńsku autokarami, pod eskortą milicji i innych służb, pasażerów pociągu przewieziono do Lasu Katyńskiego.
                Przejmujący leśny wiatr wzmagał poczucie chłodu. Przed wejściem na cmentarz szczegółowa kontrola, wszak w uroczystościach miał uczestniczyć Prezydent Rzeczypospolitej oraz wielu znamienitych gości. Medialne i wojskowe zaplecze na terenie „memoriału”, harcerze, służby medyczne i porządkowe były w pełnej gotowości.
                W oczekiwaniu na rozpoczęcie oficjalnych uroczystości spokojnie i dość kameralnie przemieszczaliśmy się alejkami wzdłuż podziemnej ściany z imiennymi tabliczkami, składając kwiaty, zapalając znicze, modląc się, trwając w zadumie przy „grobach” najbliższych: ojców, dziadków, krewnych...
                Wraz ze zbliżaniem się godziny przybycia Pary Prezydenckiej i pozostałych gości honorowych zajmowaliśmy część miejsc wyznaczonych dla Rodzin Katyńskich, ale uroczystość się nie rozpoczynała. Oczekiwanie stawało się coraz bardziej niepokojące...
                Dźwięk SMS-ów i dzwoniące telefony komórkowe wywołały poruszenie zwłaszcza wśród polityków przybyłych pociągiem specjalnym. Pojawiały się niespójne informacje z kraju: najpierw o awarii samolotu, który nie może wylądować, potem o niegroźnym, gaszonym pożarze, o wypadku, w którym są ofiary, w końcu o katastrofie, z której prawdopodobnie nikt nie ocalał. Zaskoczenie, oniemienie, łzy, szloch...
                Jeden z księży zainicjował odmówienie różańca za tych, którzy zginęli w katastrofie prezydenckiego samolotu. Opodal ołtarza, pośród żołnierzy Kompanii Honorowej Wojska Polskiego, pojawił się sztandar udekorowany kirem.
                Ojciec Ptolomeusz – proboszcz smoleńskiej parafii rzymskokatolickiej – wezwał, wręcz wykrzyczał apel o pojednanie, wyciszenie wewnętrznych sporów w obliczu zaistniałej tragedii.
                Zapowiadany wcześniej komunikat ambasadora Polski w Rosji – Jerzego Bahra – zamiast po mszy wygłoszony został przed jej rozpoczęciem. W sposób bardzo oględny informował on o katastrofie i o dwóch spośród ofiar: prezydentach Lechu Kaczyńskim i Ryszardzie Kaczorowskim. Podkreślał powagę i delikatność sytuacji.
                Bicie dzwonu katyńskiego i odśpiewanie hymnu rozpoczęło Mszę św. żałobną. Wiele osób płakało, żołnierze mieli łzy w oczach. Odprawiana przede wszystkim w intencji ofiar wypadku, dopiero w drugiej kolejności za oficerów spoczywających wśród katyńskich drzew, Msza miała skromny i pośpieszny charakter. Przez zachmurzone niebo dwukrotnie przebiły się promienie słońca: na Przeistoczenie i gdy wraz z chórem Wojska Polskiego śpiewano Boże, coś Polskę... Na zakończenie odmówiono Litanię za Zmarłych.
                Wieńce i wiązanki kwiatów miały być składane bez przynależnego tego rodzaju uroczystościom ceremoniału, w ciszy i pośpiechu, by jak najszybciej opuścić cmentarz. Jednak po kilku minutach rozległ się nieśmiały, delikatny dźwięk werbla. Mały dobosz – dwunasto-, może trzynastoletni harcerz – stojąc przy ołtarzu, spontanicznie rozpoczął wygrywanie rytmu odmierzającego ten podwójnie trudny czas: teraźniejszości i historycznej pamięci.
                Spośród nazwisk wymienianych przez uczestników uroczystości dwa były mi szczególne bliskie: Prezydenta Rzeczypospolitej – wzoru patriotyzmu oraz ministra Władysława Stasiaka – człowieka wielkiej kultury osobistej, życzliwego i bezpośredniego w kontakcie z ludźmi, oba w kontekście nadania trzy tygodnie wcześniej odznaczeń działaczom Niezależnego Zrzeszenia Studentów: minister Stasiak wręczał wówczas w Belwederze – m.in. niżej podpisanemu – Złote Krzyże Zasługi, natomiast w Pałacu Prezydenckim Lech Kaczyński, w obecności wcześniej odznaczonych, dekorował pozostałych Krzyżami Orderu Odrodzenia Polski... Stopniowo wymieniano też inne, jeszcze nieliczne nazwiska: ciepłej, wyczulonej na cierpienie innych Marii Kaczyńskiej, Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego – niezłomnego obrońcy ciągłości polskiej państwowości... Pojawiały się sprzeczne informacje co do tożsamości niektórych ofiar (podawano na przykład, jakoby zginęli obaj bracia Kaczyńscy, mylono gen. bryg. Stanisława Nałęcza-Komornickiego z Tomaszem Nałęczem ...).
                Pośpiech – jak się potem okazało, spowodowany chęcią polityków, by jak najszybciej powrócić do kraju – zwłaszcza wśród rodzin poległych w Katyniu oficerów wywoływał poirytowanie. Kłócił się z potrzebą dłuższej chwili zadumy, modlitwy w ciszy leśnego cmentarza, tak bardzo odległego. Zwłaszcza osoby w podeszłym wieku okupiły wielkim trudem dotarcie na to miejsce. Jednak ponaglenia organizatorów połączone z atmosferą przygnębienia i poczuciem tragizmu chwili okazywały się skuteczne.
                Do każdego autokaru wchodziła konsul RP w Smoleńsku, informując, że w związku z zaistniałą sytuacją uroczystości zostają skrócone. Z cmentarza natychmiast odjeżdżamy na obiad, a zaraz po nim przewiezieni zostaniemy na dworzec i wracamy do kraju. Prosiła o niezadawanie żadnych pytań. Akcja ratunkowa najprawdopodobniej wciąż trwała i nikt wówczas jeszcze nie był pewien jej tragicznego finału, wszak nadzieja – nawet wbrew rozsądkowi – zawsze umiera ostatnia.
                W pociągu docierały do nas strzępy kolejnych tragicznych informacji. Dyskusje mieszały się z przygnębieniem, zadumą, śpiewem pieśni patriotycznych, sarmackich „ku pokrzepieniu serc” oraz ballad bardów: Kaczmarskiego, Gintrowskiego, Okudżawy...
                Prawda o rozmiarze tragedii docierała do nas stopniowo, już w kraju, podczas czytania pełnej listy pasażerów rozbitego samolotu specjalnego TU-154. Poległa w Katyniu elita polskiego narodu powiększyła się o kolejne ofiary tych, którym „Katyń” – we wszystkich aspektach tego słowa – oraz patriotyczny i niepodległościowy etos bardzo leżał na sercu.
                Jedyną pociechą nadającą sens tej katastrofie mogłoby być zwrócenie oczu świata na smoleńskie lotnisko, a pośrednio także na miejsce kaźni polskich oficerów i uświadomienie – szczególnie narodowi rosyjskiemu, w duchu pojednania oraz przebaczenia – przemilczanej i zakłamywanej prawdy o zbrodni katyńskiej.
Paweł M. Nawrocki
 
 
***

 

Wspomnienie Katynia

 

Ziemio krwią przesączona bohaterów polskich i braci,

ziemio bólem przeszyta – dziś tą krwią się bogacisz.

Ziemio, co echem z przeszłości przywołujesz złe chwile

i – spragniona wspomnienia – ofiar żądasz znów tyle.

Krzyk, co rwie się gdzieś w górze, plama krwi na mundurze.

Los przypomnieć chce prawdę – niemych katów obwinia,

krzycząc salwą wybuchów: Nie zapomnij Katynia!

 

(Andrzej R. Szteborowski, USA)
 

poprzedni   |   następny wróć

Posłuchaj o nas w Twoim lokalnym radiu:


Copyright © Wydawnictwo Agape Sp. z o.o. ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel./ fax: 61/ 852 32 82 | tel. 61/ 647 26 86