Dzisiaj jest: sobota 19.08.2017 | Imieniny:

Wygrana świętość – Hermann Cohen

autor: Maria Zboralska

Zaczął grać na fortepianie, gdy miał cztery lata, a w wieku 12 lat cieszył się światową sławą. Przez kolejnych kilkanaście lat upajał się sukcesami i żył jak lekkoduch. Kto by przypuszczał, że mając 29 lat, Hermann Cohen nawróci się, przyjmie habit zakonu karmelitańskiego, a do tego osiągnie taki stopień świętości, że dziś trwa jego proces beatyfikacyjny?

Genialny artysta Hermann Cohen urodził się w żydowskiej rodzinie 10 listopada 1821 roku w Hamburgu. Ojciec, zaradny bankier, zapewniał dostatni byt swojej żonie i trójce dzieci. Pełnił też ważną funkcję w synagodze – udzielał błogosławieństwa ludowi. Wrażliwy chłopiec od początku chłonął atmosferę modlitwy w świątyni, chętnie też śpiewał w domu psalmy z rodzeństwem. Rodzice szybko odkryli jego niezwykły talent muzyczny. W wieku czterech lat Hermann zaczął grać na fortepianie, a dwa lata później znał już wszystkie popularne melodie operowe. Posłano go do nauki do profesora, który rozwinął zdolności artystyczne chłopca, ale którego wpływ na wychowanie podopiecznego okazał się fatalny. Dziecko nie tylko poznało, co to polowania, konie i hazard, ale wpatrzone w mistrza pokochało to pełne przyjemności i rozrzutności życie. W efekcie młody Cohen zaczął terroryzować rodzinę, zmuszając matkę i rodzeństwo do spełniania wszystkich jego zachcianek. Sytuacja zapewne inaczej by wyglądała, gdyby nie to, że ojciec chłopaka zaangażował się w „oświeconą” formę judaizmu, a do tego całe dnie spędzał na pomnażaniu majątku. W wieku 12 lat Hermann nie pamiętał już o religii, za to osiągał spektakularne sukcesy artystyczne. Był już nie tylko maskotką sal koncertowych w Niemczech, ale został też uczniem wybitnego wirtuoza tamtych czasów – Franciszka Liszta. Zamieszkał w Paryżu, gdzie doskonalił swój kunszt i grał liczne koncerty. Mając 15 lat, został profesorem w wyższej szkole muzycznej w Genewie. Światowa sława oraz wejście w środowisko bohemy tylko pogłębiło zapoczątkowane w Hamburgu zdeprawowanie młodego pianisty. Kolejne kilkanaście lat spędził w oparach tytoniu i z kieliszkiem alkoholu w ręku, dyskutując o nowinkach filozoficznych i trwoniąc majątek w grach hazardowych oraz oddając się licznym romansom, m.in. ze skandalistką George Sand. Po latach Cohen przyznał, że był wówczas kapryśnym, egocentrycznym i aroganckim artystą, skoncentrowanym na przyjemnościach i upajającym się sukcesem. Jednocześnie odczuwał coraz większą samotność i pustkę, której nikt i nic nie potrafiło zapełnić.

Więcej w "Miłujcie się!" 5-2016

Zamów w sklepie

sklep.milujciesie.org.pl

Zamów prenumeratę

Jeśli jesteś zainteresowany pranumeratą papierową kliknij tutaj

następny wróć

Posłuchaj o nas w Twoim lokalnym radiu:


Copyright © Wydawnictwo Agape Sp. z o.o. ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel./ fax: 61/ 852 32 82 | tel. 61/ 647 26 86